sobota, 31 stycznia 2015

Rozdział 2

             -Wiesz, że nie cierpię się powtarzać. - burknął podchodząc bliżej. Wkułam wzrok w szary beton.
Z lekkim zamieszaniem wpatrywałam się w każdy gest, wykonywany przez  brązowowłosego Doskonale wiem, że podczas złości może zrobić wszystko co tylko wpadnie mu do głowy. Rozejrzałam się dookoła. Tyle ludzi przechodziło jednak ani jedna nie zareagowała. Ludzkość zbliża się ku końcowi. Gdyby chłopak bawiłby się moimi włosami od razu zleciałaby się zgraja szajbusów, która próbowałaby ''ratować'' życie jednak gdy faktycznie potrzebuję pomocy, bezczelnie wlepiają się w zdarzenie ale nie skomentują.
-Ty już dobrze wiesz co powiedziałam. - odepchnęłam go. Uśmiechnął się ironicznie. W mojej głowie pojawiały się różne scenariusze sytuacji. Czemu nie umie załatwić po ludzku, tylko niepotrzebnie przetrzymuję mnie kilometr od auta?
        -Taka odważna byłaś stojąc w obronie tego dupka, to teraz powtórz. - warknął ściskając mój nadgarstek. Wywróciłam oczami. On tak serio mówi czy się tylko droczy?
-Powiedziałam, że jesteś idiotą. Przeliterować? - wyrzuciłam z siebie część złości. Niech się cieszy, że nie wie co o nim myślę. Popchnęłam go, po czym poszłam w stronę samochodu. Jest już popołudniowa godzina a on sterczy nade mną i wymyśla jakieś rzeczy. I to się nazywa brak poczucia czasu. Kątem oka zerknęłam na zdruzgotanego nastolatka. Twierdził, że go przeproszę? Nawet nie wie jak bardzo się mylił. Poczułam szarpnięcie za  płaszczyk. Niech tylko jego mama... Cholera zachowuję się jak mała dziewczynka.
-Zostaw mnie palancie! - wrzasnęłam. Wszyscy rzucili na nas spojrzenie. A niech się patrzą.
-Dobra nie powinienem go tak nazywać. Ale jeszcze raz tak mnie nazwiesz to zobaczysz co potrafię. - mruknął zachrypniętym głosem.
              Po dojściu do samochodu, niedelikatnie wepchnął mnie do środka. Zachowywał się inaczej niż zawsze. Kiedyś nie skrzywdziłby nawet muchy a teraz z buczał przyjaciółkę!
-Wiem, że nadal jesteś zły. Jednak jedno pytanie chodzi mi po głowie i nie może dać spokoju. Co ci się stało, że tak brutalnie wszystkich traktujesz? - wiedziałam czym ryzykuję pytając się oto ale muszę to wiedzieć!
-Wydoroślałem. - odpowiedział krótko.
-Max mnie nie oszukasz. Powiedz. - wyszeptałam błagalnie.
-Kiedy moi rodzice się rozwiedli, bardzo to przeżywałem. Nie mogłem znieść tego, że mój ojciec zostawił mnie i moją matkę do jakiejś...szmaty! Postanowiłem wtedy dołączyć do takiej grupy ludzi, dzięki której miałem zapomnieć. Polegało na tym, że zapijałem swoje smutki w alkoholu. Pewnego dnia postanowiłem przestać. Jednak zdążyłem przez ten krótki czas przesiąknąć ich zachowaniem. - westchnął. Może i to wszystko wyjaśnia. Muszę mu pomóc. Tylko jak?

No na razie to chyba...chyba wszystko. Pod koniec moja wena się zawiesiła i w myślach powstało aby takie ,,I co teraz?''. Tsaaa...Myślę, że w miarę się spodoba. Następnym razem (a nie wiem kiedy to nastąpi) postaram się bardziej. Obiecuję.

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz