-Wiesz, że nie cierpię się powtarzać. - burknął podchodząc bliżej. Wkułam wzrok w szary beton.
Z lekkim zamieszaniem wpatrywałam się w każdy gest, wykonywany przez brązowowłosego Doskonale wiem, że podczas złości może zrobić wszystko co tylko wpadnie mu do głowy. Rozejrzałam się dookoła. Tyle ludzi przechodziło jednak ani jedna nie zareagowała. Ludzkość zbliża się ku końcowi. Gdyby chłopak bawiłby się moimi włosami od razu zleciałaby się zgraja szajbusów, która próbowałaby ''ratować'' życie jednak gdy faktycznie potrzebuję pomocy, bezczelnie wlepiają się w zdarzenie ale nie skomentują.
-Ty już dobrze wiesz co powiedziałam. - odepchnęłam go. Uśmiechnął się ironicznie. W mojej głowie pojawiały się różne scenariusze sytuacji. Czemu nie umie załatwić po ludzku, tylko niepotrzebnie przetrzymuję mnie kilometr od auta?
-Taka odważna byłaś stojąc w obronie tego dupka, to teraz powtórz. - warknął ściskając mój nadgarstek. Wywróciłam oczami. On tak serio mówi czy się tylko droczy?
-Powiedziałam, że jesteś idiotą. Przeliterować? - wyrzuciłam z siebie część złości. Niech się cieszy, że nie wie co o nim myślę. Popchnęłam go, po czym poszłam w stronę samochodu. Jest już popołudniowa godzina a on sterczy nade mną i wymyśla jakieś rzeczy. I to się nazywa brak poczucia czasu. Kątem oka zerknęłam na zdruzgotanego nastolatka. Twierdził, że go przeproszę? Nawet nie wie jak bardzo się mylił. Poczułam szarpnięcie za płaszczyk. Niech tylko jego mama... Cholera zachowuję się jak mała dziewczynka.
-Zostaw mnie palancie! - wrzasnęłam. Wszyscy rzucili na nas spojrzenie. A niech się patrzą.
-Dobra nie powinienem go tak nazywać. Ale jeszcze raz tak mnie nazwiesz to zobaczysz co potrafię. - mruknął zachrypniętym głosem.
Po dojściu do samochodu, niedelikatnie wepchnął mnie do środka. Zachowywał się inaczej niż zawsze. Kiedyś nie skrzywdziłby nawet muchy a teraz z buczał przyjaciółkę!
-Wiem, że nadal jesteś zły. Jednak jedno pytanie chodzi mi po głowie i nie może dać spokoju. Co ci się stało, że tak brutalnie wszystkich traktujesz? - wiedziałam czym ryzykuję pytając się oto ale muszę to wiedzieć!
-Wydoroślałem. - odpowiedział krótko.
-Max mnie nie oszukasz. Powiedz. - wyszeptałam błagalnie.
-Kiedy moi rodzice się rozwiedli, bardzo to przeżywałem. Nie mogłem znieść tego, że mój ojciec zostawił mnie i moją matkę do jakiejś...szmaty! Postanowiłem wtedy dołączyć do takiej grupy ludzi, dzięki której miałem zapomnieć. Polegało na tym, że zapijałem swoje smutki w alkoholu. Pewnego dnia postanowiłem przestać. Jednak zdążyłem przez ten krótki czas przesiąknąć ich zachowaniem. - westchnął. Może i to wszystko wyjaśnia. Muszę mu pomóc. Tylko jak?
No na razie to chyba...chyba wszystko. Pod koniec moja wena się zawiesiła i w myślach powstało aby takie ,,I co teraz?''. Tsaaa...Myślę, że w miarę się spodoba. Następnym razem (a nie wiem kiedy to nastąpi) postaram się bardziej. Obiecuję.
Please don't say you love me.
sobota, 31 stycznia 2015
czwartek, 29 stycznia 2015
Rozdział 1
Pierwszy września. To czas, gdy po dwóch miesiącach odpoczynku z uśmiechem wracamy do szkoły. Zrzędzący dotychczas nauczyciele są bardziej odporni na wszelkie wybryki podopiecznych, a uczniowie przez krótki czas mówią same miłe rzeczy na temat szkoły. Ludzie zapominają o wcześniejszych wypadkach, których w moim przypadku było dużo. Nigdy nie uznawano mnie za grzeczną dziewczynkę. W pierwszej klasie, nie zdając sobie sprawy z konsekwencji zatrzasnęłam nielubianą przeze mnie koleżankę w toalecie. Ten ''niefortunny'' wypadek trzymał mnie przez kolejne sześć lat.W gimnazjum zdarzyło się też parę wpadek. Jednak mam nadzieję, że w liceum nie wydarzy się żadna rzecz, która odbiłaby się później na moim zachowaniu.
-Wchodzimy? - zapytałam spoglądając na bliźniaka.
-Nie cholera, podziwiajmy drzwi. - burknął. Szarpnął za srebrną klamkę tym samym otwierając drzwi. W sali znajdowała się nauczycielka oraz reszta uczniów. Uśmiechnęłam się delikatnie, łapiąc się kurczowo rękawa koszuli Maxa. Wywrócił oczami. Rozejrzałam się po kilkunastu nowych twarzach.W lewym kącie siedziała blond włosa panna, która opierała się na ramieniu kolegi siedzącego obok. Na pewno farbowane - pomyślałam. Chłopak złapał mnie za rękę prowadząc mnie do ławki pod oknem.
-Mogłabym wiedzieć co ty wyprawiasz? - spytałam bruneta spoglądającego na dziewczyny za nami.
-Ucisz się. Cały czas aby ględzisz. - wymamrotał. Od kilku miesięcy dziwnie się zachowuję. Nigdy wcześniej tak się do mnie nie zwracał. Po szkole rozbrzmiał głośny dzwonek. Pedagodzy razem ze swoimi wychowankami udali się do domu.
-Ej mała poczekaj! - usłyszałam krzyczenie za moimi plecami.
-Czego? - odwróciłam się spoglądając na zarumienionego braciszka.
-Dobra przepraszam za moje zachowanie. Nie powinienem. - powiedział łapiąc mnie za nadgarstki.
-Jeszcze raz! - wrzasnęłam. Wszyscy przechodzący obok nas ludzie zaczęli się nam dziwnie przyglądać.
Ruszyliśmy dalej. Boisko szkolne otaczały ciemnozielone sosny, w narożnikach były posadzone różnorodne kwiaty w tym różowe róże, które sprawiały wrażenie nieśmiałych. Plac otaczał metrowy jasnobłękitny płot, po którym spływały niewielkie krople. Czekoladowe ławki ustawione w jednym rzędzie były jeszcze wilgotne od wczorajszej mżawki. Wychodząc z terenu szkoły, wpadł na nas niebieskooki blondyn ubrany w białą koszulę oraz szare spodnie zwężone u dołu.
-Przepraszam. Nie zauważyłem cię. - powiedział, podając mi rękę. Delikatnie podniosłam kąciki ust.
-Wszystko...dobrze. - szepnęłam ocierając czarną sukienkę z niewielkiej ilości piasku.
-Sory, że się wtrącę ale ty chyba jesteś ślepy albo głupi. Jednak po dłuższym zastanowieniu stwierdzam, że głupi. Nie wiesz, że tą drogą może ktoś chodzić? - zapytał Maximilian, który bacznie obserwował cały wypadek. Odepchnął chłopaka od nas w tym samym idąc przed siebie. Pożegnałam nastolatka, następnie pobiegłam do brata.
-Jesteś idiotą! Przeprosił mnie! - złapałam go za ramię, odwracając go. Schylił głowę.
-Słucham? - przerzucił w miarę długą grzywkę zasłaniającą widok. Z jego pogodnych dotąd oczu, biła nienawiść oraz złość, którą tłumił w sobie. Shit! Ja i ten mój niewyparzony język!
Okej mamy pierwszy rozdział. Moim skromnym zdaniem to nawet,nawet :) Ale Wasze zdanie słoneczka również się liczy. Zapraszam do komentowania rozdziału . Już wkrótce nowy rozdział.
-#Dangerous
-Wchodzimy? - zapytałam spoglądając na bliźniaka.
-Nie cholera, podziwiajmy drzwi. - burknął. Szarpnął za srebrną klamkę tym samym otwierając drzwi. W sali znajdowała się nauczycielka oraz reszta uczniów. Uśmiechnęłam się delikatnie, łapiąc się kurczowo rękawa koszuli Maxa. Wywrócił oczami. Rozejrzałam się po kilkunastu nowych twarzach.W lewym kącie siedziała blond włosa panna, która opierała się na ramieniu kolegi siedzącego obok. Na pewno farbowane - pomyślałam. Chłopak złapał mnie za rękę prowadząc mnie do ławki pod oknem.
-Mogłabym wiedzieć co ty wyprawiasz? - spytałam bruneta spoglądającego na dziewczyny za nami.
-Ucisz się. Cały czas aby ględzisz. - wymamrotał. Od kilku miesięcy dziwnie się zachowuję. Nigdy wcześniej tak się do mnie nie zwracał. Po szkole rozbrzmiał głośny dzwonek. Pedagodzy razem ze swoimi wychowankami udali się do domu.
-Ej mała poczekaj! - usłyszałam krzyczenie za moimi plecami.
-Czego? - odwróciłam się spoglądając na zarumienionego braciszka.
-Dobra przepraszam za moje zachowanie. Nie powinienem. - powiedział łapiąc mnie za nadgarstki.
-Jeszcze raz! - wrzasnęłam. Wszyscy przechodzący obok nas ludzie zaczęli się nam dziwnie przyglądać.
Ruszyliśmy dalej. Boisko szkolne otaczały ciemnozielone sosny, w narożnikach były posadzone różnorodne kwiaty w tym różowe róże, które sprawiały wrażenie nieśmiałych. Plac otaczał metrowy jasnobłękitny płot, po którym spływały niewielkie krople. Czekoladowe ławki ustawione w jednym rzędzie były jeszcze wilgotne od wczorajszej mżawki. Wychodząc z terenu szkoły, wpadł na nas niebieskooki blondyn ubrany w białą koszulę oraz szare spodnie zwężone u dołu.
-Przepraszam. Nie zauważyłem cię. - powiedział, podając mi rękę. Delikatnie podniosłam kąciki ust.
-Wszystko...dobrze. - szepnęłam ocierając czarną sukienkę z niewielkiej ilości piasku.
-Sory, że się wtrącę ale ty chyba jesteś ślepy albo głupi. Jednak po dłuższym zastanowieniu stwierdzam, że głupi. Nie wiesz, że tą drogą może ktoś chodzić? - zapytał Maximilian, który bacznie obserwował cały wypadek. Odepchnął chłopaka od nas w tym samym idąc przed siebie. Pożegnałam nastolatka, następnie pobiegłam do brata.
-Jesteś idiotą! Przeprosił mnie! - złapałam go za ramię, odwracając go. Schylił głowę.
-Słucham? - przerzucił w miarę długą grzywkę zasłaniającą widok. Z jego pogodnych dotąd oczu, biła nienawiść oraz złość, którą tłumił w sobie. Shit! Ja i ten mój niewyparzony język!
Okej mamy pierwszy rozdział. Moim skromnym zdaniem to nawet,nawet :) Ale Wasze zdanie słoneczka również się liczy. Zapraszam do komentowania rozdziału . Już wkrótce nowy rozdział.
-#Dangerous
niedziela, 18 stycznia 2015
Prolog.
Ona: Brunetka licząca lat około siedemnaście. Mieszkając pod jednym dachem z bratem bliźniakiem, oraz z dziwnymi rodzicami, w których przypadku zgadza się powiedzenie ,,Kobiety są z Venus, a mężczyźni z Marsa'' bywa czasami ciężko. Optymistka z nutką pesymizmu często wpada w tarapaty. Nauczyciele? Są dla niej niczym kosmici. Przyjaciele? Więcej czasu spędzają grając w gry na facebooku niż pomagając ludziom.
On: Brązowowłosy, który na świecie żyje już siedemnaście lat i trzy miesiące. Jedynak, który od swoich rodziców dostaje więcej niż niejeden może sobie zamarzyć. Należący do zespołu muzycznego może chodzić z każdą laską ze szkoły. Klasowy dowcipniś jednak ani razu nie załapał gorszej oceny niż pięć na świadectwie. Uznawany za najprzystojniejszego chłopaka w szkole. Skrywa pewną tajemnicę.
Czy tak dwie różniące od siebie osoby może coś łączyć?
Subskrybuj:
Posty (Atom)